Jest beznadziejnie.
Co prawda pójście z Nim nową, nieodkrytą ścieżką moich możliwości nie wyszło. Nawet się nie starałam. Przekreśliłam to wszystko, zanim jeszcze zaczęłam się zastanawiać jak się za to zabrać.
Stwierdziłam, że to bez sensu. Odsunęłam się znowu. Przez dwa dni z Nim nie rozmawiałam. Słyszałam, jak puka i czeka aż mu otworzę, ale olałam Go.
Dzisiaj było podobnie. Siedziałam sobie w pokoju z ciepłą herbatką w dłoniach i pisałam ze znajomymi na Facebooku. Wyjrzałam przez okno. Zaśnieżone pola i lasy oblane czerwienią zachodzącego słońca wyglądały prześlicznie. Nagle ujrzałam postać, która przedzierała się przez zaspy, zmierzając w kierunku mojego domu. Chociaż nie widziałam twarzy, byłam pewna, że to On. Szybko opuściłam firankę i schyliłam się – przestraszyłam się, że mógłby mnie zobaczyć i pomyśleć, że chciałabym aby tu przyszedł. Siedziałam wystraszona i miałam nadzieję, że wreszcie zostawi mnie w spokoju. Usłyszałam Go. Przed wejściem na werandę otrzepywał buty ze śniegu. Charakterystycznie trzy razy zastukał w drzwi. Osłupiałam. Chciałam iść mu otworzyć, ale coś w głębi mnie nie pozwalało mi na to. Udałam, że nie słyszę. Poszłam poczytać książkę, nadal siedziałam na Facebooku. Myślałam, że sobie poszedł ale po chwili usłyszałam ponowne pukanie. Szłam w kierunku drzwi, pomyślałam, że nie mogę pozwolić aby zamarzł na mrozie, poza tym było już ciemno a na dworze wiał silny wiatr. Dotknęłam klucza od drzwi i wypuściłam go z rąk tak szybko, jakby co najmniej parzył moje dłonie. Nie, nie mogę tego zrobić – pomyślałam i usiadłam w pokoju. Patrzyłam na moją siostrę, która leżała w wózku i myślałam o Nim. Stał tam i czekał, aż mu otworzę. Wierzył we mnie. Przypomniało mi się jak mówił do mnie, żebym miała cierpliwość i radowała się nawet wtedy kiedy będzie ciężko. Siedziałam i myślałam. Zapukał trzeci raz. Jakaś cząstka mnie definitywnie powtarzała mi, żebym zostawiła Go. Słyszałam jak „to coś” mówi do mnie, że kiedy Go zostawię to może się ode mnie odwali. Tak bardzo tego chciałam. Ale wbrew sobie poszłam i otworzyłam Mu. Zaprosiłam Go do środka. Tak jak zwykle był uśmiechnięty a w Jego oczach mogłam dostrzec iskierki miłości. Uśmiechnęłam się na Jego widok, ale zaraz potem spoważniałam. Otworzył szeroko ramiona. Stałam tak i patrzyłam się, doskonale wiedziałam, że chciał mnie przytulić ale nie… nie tym razem. Odsunęłam się od Niego. Opuścił ręce i posmutniał. Zrobiło mi się przykro, ale głos mówił mi, żebym trzymała Go na dystans. Poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy tak jak zawsze, naprzeciwko siebie. Patrzyłam na Niego i milczałam. Zaczęłam z Nim rozmawiać, ale tak jak bym Go w ogóle nie znała. Nie jestem nawet sobie w stanie przypomnieć o czym rozmawialiśmy, a przecież było to tak niedawno. Zapragnęłam aby już sobie poszedł i dał mi spokój. Ku mojemu zdziwieniu, jakby czytał w moich myślach, zerwał się nagle z krzesła i z uśmiechem pożegnał . Przytuliłam Go, a On wtedy szepnął mi do ucha : „Mam nadzieję, że przyjdziesz jutro mnie odwiedzić ! Tak dawno nie byłaś u mnie w domu, Tata bardzo chciałby żebyś z Nim porozmawiała”. Uśmiechnęłam się, przecież i tak nie pójdę – pomyślałam. Zamknęłam za Nim drzwi i spojrzałam przez okno. Pomimo mroku, który panował widziałam jak się oddala. Zawsze po rozmowach z Nim, czułam spokój, radość, niepokój i złość mijały. Teraz było inaczej. Zaczęłam czytać książkę i poczułam nagłą ochotę zrobienia czegoś złego, czegoś z czym sobie nie umiem poradzić i tylko On mi pomaga. Z zamkniętymi oczami leżałam na łóżku i starałam się o tym nie myśleć. Nie pomagało. Do głowy wpadł mi pomysł, żeby Go zawołać – byłam pewna, że by mi nie odmówił ale stwierdziłam, że poradzę sobie sama. Mimo woli zaczęłam wyobrażać sobie Jego dom. Kolumny wewnątrz pomieszczeń, obrazy na ścianach, pięknie zdobione duże okna i Jego Tata, którego traktowałam jak własnego Ojca. Oczywiście mam własnego Ojca ale z Jego Tatą rozmawiało się inaczej. Wydawało mi się, że mnie rozumie i z jakim problemem bym nie przyszła, jest w stanie pomóc mi go rozwiązać. Tęskniłam za tym. Tak dawno tam nie byłam, miałam tyle pytań i wątpliwości a jednak ciągle się wahałam. W pewnej chwili przypomniało mi się czternaście obrazków, które wiszą na jednej ze ścian. Każdy przedstawiał co innego, ale wszystkie razem tworzyły jedną całość, kiedyś gdy byłam mała zapytałam Go co to jest. Uśmiechnął się i powiedział mi :
- To moje zdjęcia.
Przeraziłam się, niektóre z tych obrazów przedstawiały bicie czy upadki. Wszystkie były smutne.
- Dlaczego zrobiłeś sobie takie smutne zdjęcia ?
- Dla Ciebie.
- Dla mnie? Nie mogłeś zrobić sobie ich nad morzem czy w górach ?
- One nie są smutne. To moja droga, którą przeszedłem dla Ciebie, abyś mogła kiedyś spotkać się ze mną w moim pałacu.
- W jakim pałacu ?
- Mam taki piękny dom, daleko, ale żebyś mogła tam dojść musiałem przejść tą drogę. Zrobiłem to dla Ciebie.
Co prawda pójście z Nim nową, nieodkrytą ścieżką moich możliwości nie wyszło. Nawet się nie starałam. Przekreśliłam to wszystko, zanim jeszcze zaczęłam się zastanawiać jak się za to zabrać.
Stwierdziłam, że to bez sensu. Odsunęłam się znowu. Przez dwa dni z Nim nie rozmawiałam. Słyszałam, jak puka i czeka aż mu otworzę, ale olałam Go.
Dzisiaj było podobnie. Siedziałam sobie w pokoju z ciepłą herbatką w dłoniach i pisałam ze znajomymi na Facebooku. Wyjrzałam przez okno. Zaśnieżone pola i lasy oblane czerwienią zachodzącego słońca wyglądały prześlicznie. Nagle ujrzałam postać, która przedzierała się przez zaspy, zmierzając w kierunku mojego domu. Chociaż nie widziałam twarzy, byłam pewna, że to On. Szybko opuściłam firankę i schyliłam się – przestraszyłam się, że mógłby mnie zobaczyć i pomyśleć, że chciałabym aby tu przyszedł. Siedziałam wystraszona i miałam nadzieję, że wreszcie zostawi mnie w spokoju. Usłyszałam Go. Przed wejściem na werandę otrzepywał buty ze śniegu. Charakterystycznie trzy razy zastukał w drzwi. Osłupiałam. Chciałam iść mu otworzyć, ale coś w głębi mnie nie pozwalało mi na to. Udałam, że nie słyszę. Poszłam poczytać książkę, nadal siedziałam na Facebooku. Myślałam, że sobie poszedł ale po chwili usłyszałam ponowne pukanie. Szłam w kierunku drzwi, pomyślałam, że nie mogę pozwolić aby zamarzł na mrozie, poza tym było już ciemno a na dworze wiał silny wiatr. Dotknęłam klucza od drzwi i wypuściłam go z rąk tak szybko, jakby co najmniej parzył moje dłonie. Nie, nie mogę tego zrobić – pomyślałam i usiadłam w pokoju. Patrzyłam na moją siostrę, która leżała w wózku i myślałam o Nim. Stał tam i czekał, aż mu otworzę. Wierzył we mnie. Przypomniało mi się jak mówił do mnie, żebym miała cierpliwość i radowała się nawet wtedy kiedy będzie ciężko. Siedziałam i myślałam. Zapukał trzeci raz. Jakaś cząstka mnie definitywnie powtarzała mi, żebym zostawiła Go. Słyszałam jak „to coś” mówi do mnie, że kiedy Go zostawię to może się ode mnie odwali. Tak bardzo tego chciałam. Ale wbrew sobie poszłam i otworzyłam Mu. Zaprosiłam Go do środka. Tak jak zwykle był uśmiechnięty a w Jego oczach mogłam dostrzec iskierki miłości. Uśmiechnęłam się na Jego widok, ale zaraz potem spoważniałam. Otworzył szeroko ramiona. Stałam tak i patrzyłam się, doskonale wiedziałam, że chciał mnie przytulić ale nie… nie tym razem. Odsunęłam się od Niego. Opuścił ręce i posmutniał. Zrobiło mi się przykro, ale głos mówił mi, żebym trzymała Go na dystans. Poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy tak jak zawsze, naprzeciwko siebie. Patrzyłam na Niego i milczałam. Zaczęłam z Nim rozmawiać, ale tak jak bym Go w ogóle nie znała. Nie jestem nawet sobie w stanie przypomnieć o czym rozmawialiśmy, a przecież było to tak niedawno. Zapragnęłam aby już sobie poszedł i dał mi spokój. Ku mojemu zdziwieniu, jakby czytał w moich myślach, zerwał się nagle z krzesła i z uśmiechem pożegnał . Przytuliłam Go, a On wtedy szepnął mi do ucha : „Mam nadzieję, że przyjdziesz jutro mnie odwiedzić ! Tak dawno nie byłaś u mnie w domu, Tata bardzo chciałby żebyś z Nim porozmawiała”. Uśmiechnęłam się, przecież i tak nie pójdę – pomyślałam. Zamknęłam za Nim drzwi i spojrzałam przez okno. Pomimo mroku, który panował widziałam jak się oddala. Zawsze po rozmowach z Nim, czułam spokój, radość, niepokój i złość mijały. Teraz było inaczej. Zaczęłam czytać książkę i poczułam nagłą ochotę zrobienia czegoś złego, czegoś z czym sobie nie umiem poradzić i tylko On mi pomaga. Z zamkniętymi oczami leżałam na łóżku i starałam się o tym nie myśleć. Nie pomagało. Do głowy wpadł mi pomysł, żeby Go zawołać – byłam pewna, że by mi nie odmówił ale stwierdziłam, że poradzę sobie sama. Mimo woli zaczęłam wyobrażać sobie Jego dom. Kolumny wewnątrz pomieszczeń, obrazy na ścianach, pięknie zdobione duże okna i Jego Tata, którego traktowałam jak własnego Ojca. Oczywiście mam własnego Ojca ale z Jego Tatą rozmawiało się inaczej. Wydawało mi się, że mnie rozumie i z jakim problemem bym nie przyszła, jest w stanie pomóc mi go rozwiązać. Tęskniłam za tym. Tak dawno tam nie byłam, miałam tyle pytań i wątpliwości a jednak ciągle się wahałam. W pewnej chwili przypomniało mi się czternaście obrazków, które wiszą na jednej ze ścian. Każdy przedstawiał co innego, ale wszystkie razem tworzyły jedną całość, kiedyś gdy byłam mała zapytałam Go co to jest. Uśmiechnął się i powiedział mi :
- To moje zdjęcia.
Przeraziłam się, niektóre z tych obrazów przedstawiały bicie czy upadki. Wszystkie były smutne.
- Dlaczego zrobiłeś sobie takie smutne zdjęcia ?
- Dla Ciebie.
- Dla mnie? Nie mogłeś zrobić sobie ich nad morzem czy w górach ?
- One nie są smutne. To moja droga, którą przeszedłem dla Ciebie, abyś mogła kiedyś spotkać się ze mną w moim pałacu.
- W jakim pałacu ?
- Mam taki piękny dom, daleko, ale żebyś mogła tam dojść musiałem przejść tą drogę. Zrobiłem to dla Ciebie.
Zamilkłam.
Nie rozumiałam Go wtedy. Zaczęłam płakać. Dzisiaj leżąc na łóżku i
przypominając sobie tą rozmowę także płakałam. Było mi tak bardzo smutno, że
znowu Go odrzuciłam, a przecież On tak bardzo mnie kocha. Nie wiem czemu tak
postępuję, nie wiem dlaczego ciągle Go zawodzę.
Nie chcę tego a jednak… . Wiesz On jest pełen miłości. Kocha nas. Bał
się a jednak nie wymawiał się,
nie sprzeciwiał, nie rozpaczał. Opuszczony nawet przez najbliższych rozpoczął
ciężką, okrutną, ale i zwycięską drogę. Bili Go, popychali lecz On powstawał. Z wysiłkiem z bólem, ale
powstawał i szedł dalej. Wygrał to … Dla mnie. Dla Ciebie. Pamiętaj o
tym !
"Trzymaj mnie mocno dziś,
Zawsze chcę przy Tobie być"
"Trzymaj mnie mocno dziś,
Zawsze chcę przy Tobie być"
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń