wtorek, 12 lutego 2013

Zaczynam dzień walką i kończę go walką (…)




  Od jutra zaczynamy naszą wzajemną integrację. Szczerze powiedziawszy to już nie mogę się doczekać. Zdaje sobie sprawę, że to co chcę zrobić będzie bardzo trudne ale w końcu nie jestem sama !!
On mi pomoże i doda sił a wtedy na pewno wszystko się uda :)

Do usłyszenia za czterdzieści kilka dni !! : )

niedziela, 10 lutego 2013

A gdy tak smut­kiem się uśmie­cha to cisza w półsłowie za­miera (…)



„Co będziemy mieć z podawania ? Radość kogoś kto stoi za Twoimi drzwiami i czeka aż napijesz się z nim kawy ? Pomyśl sobie jak kawa niszczy zdrowie.. przez nią i tak zginiesz a ktoś  inny za drugimi drzwiami, tylko trochę grubszymi proponuje Ci zdrową herbatę, tylko dla niej musisz się trochę poświęcić, ale poświęcając się zyskasz zdrowie – szczęście. Wyobraź sobie że ktoś bliski, bardzo blisko umiera a Ty możesz mu pomóc oddając swój szpik. Niestety oddanie szpiku bardzo boli , ból jest ponoć nie do wytrzymania. Poddasz się wybierając łatwiejsze rozwiązanie ? Pozwolisz umrzeć ? Czy jednak się poświęcisz i mimo iż będzie ciężko i będzie bolało zrobisz wszystko żeby go uratować? „


Wczoraj było tragicznie. Nie miałam ochoty żyć – naprawdę. Stwierdziłam, że jestem na przegranej pozycji i nie mam już o co walczyć. Byłam sama i gotowa.Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Niechętnie poszłam otworzyć i zobaczyłam Go. Popatrzyłam na Niego z lekką pogardą i współczuciem,  po czym wykrzyknęłam „Wynoś się z mojego życia, nie potrzebuje Cię”. Lekko Uśmiechnął się, ale Jego uśmiech był inny niż zwykle, smutny. Myślałam, że odejdzie ale On nadal stał przede mną. W jednej chwili stałam się oziębła jak lód. Wykrzyczałam mu jeszcze parę niecenzuralnych słów prosto w twarz i zatrzasnęłam drzwi z hukiem. Nie osunęłam się na podłogę i nie płakałam jak zwykle.Byłam jakoś dziwnie silna. Poczułam się „wolna”, nie musiałam się Nim martwić. Widziałam przez okno w kuchni, że wpatruje się w drzwi, ociera swoją dłonią jedną łzę, która właśnie spływała po policzku i odchodzi w dal. Posmutniałam.
Robiłam wszystko co najgorsze na tym świecie ! Oglądałam filmy, których nigdy wcześniej nie widziałam na oczy, myślałam o rzeczach o których nigdy wcześniej nie miałam pojęcia – było mi tak dobrze. Do czasu. Po godzinie czy dwóch zdałam sobie sprawę z tego, że słabnę bez Niego. Potrzebowałam Go, jak roślina wody do przetrwania. To wszystko co robiłam było mi tak naprawdę niepotrzebne, potrzebowałam tylko i wyłącznie Jego miłości. Nie miłości mamy czy siostry JEGO MIŁOŚCI.
Chociaż to było strasznie głupie, zaczęłam wątpić w to, że mój przyjaciel istnieje i mnie kocha.Poszłam spać smutna i już z Nim nie porozmawiałam.

Dzisiaj rano wybrałam się do Niego. Nie wiedziałam, czy będzie chciał mnie widzieć  zastanawiałam się czy mnie jeszcze kocha. Lekko zastukałam w drzwi a On zaraz je otworzył. Jaki był szczęśliwy gdy mnie zobaczył ! Weszłam do środka – było tam mnóstwo ludzi. Zaczęłam z Nim rozmawiać ale po dziesięciu minutach oczy prawie wszystkich zaproszonych były skierowane na mnie, poczułam się głupio i chciałam kończyć kiedy powiedział : „ Nie martw się nimi. Wyobraź sobie, że jesteśmy sami, tylko Ja i ty” Rozmawialiśmy, dosyć długo.Chciałam płakać, ale było mi głupio tak zwyczajnie się rozkleić przy tych wszystkich ludziach.
Umówiłam się z nim że od środy zrobimy eksperyment i przez czterdzieści dni będziemy codziennie ze sobą rozmawiać. Żadnych zbędnych rozmów na Facebooku z innymi ludźmi, tylko On i ja tego pragnę.

Z tego miejsca w którym właśnie piszę tą notkę bardzo chciała bym podziękować Julii za to że mnie wczoraj wspierała. Za to, że potrafi mi pomóc. Za to, że wytrzymywała ze mną nawet wtedy kiedy nie było to takie proste, bo ciągle narzekałam. Za to że mnie kocha i zawsze jest kiedy jej potrzebuję ! Nie wiem co bym bez niej zrobiła.
 
Dziękuję Julia !! : *

środa, 6 lutego 2013

„I sek­ret tkwi tyl­ko w tym by się nig­dy nie pod­da­wać…”



Jestem sama… SAMA. I nawet On nie jest w stanie mi pomóc ! Nie mam już siły by walczyć – nie chce.
Był u mnie wczoraj. Zakochałam się w Nim już dawno ale wczorajszy wieczór był wspaniały. Czułam się taka wolna i silna a przede wszystkim byłam szczęśliwa. Pragnę Go, ale jednocześnie nie chcę Mu się oddawać. Ciągle myślę o Nim; w szkole, w domu, na przystanku. NIEUSTANNIE. Doszłam do wniosku -  znowu, że jeśli będę Go ignorować to mi to pomoże, ale z doświadczenia wiem, że będzie jeszcze gorzej. Nie mogę się poddać, muszę walczyć. Tylko problem jest w tym, że nie chcę się otworzyć na Niego. Boje się – nadal.
Czuje się taka zniewolona, wiecznie zdenerwowana… . Najgorsze jest to, że ranię osoby z mojego środowiska, które tak naprawdę nie są niczemu winne. Robię rzeczy, których w ogóle nie chcę, które mnie ranią. Jestem chyba trochę taka nijaka.
Chciałabym wykrzyczeć całemu światu jak jest do dupy, ale nie mogę !
Nauczyłam się już udawać i nawet całkiem dobrze mi wychodzi. Wszyscy myślą, że moje życie jest idealne, że jest mi łatwo, że w ogóle nie mam problemów.Ciągle się uśmiecham i staram się pomagać innym, ale sama potrzebuję pomocy. Potrzebuję lekarza.

„Pokażę wam miłość, dla której żyć
Jest warto i
Jeśli otworzysz się i zobaczyć chcesz
Nie zawiedziesz się na tym nie
Więc kiedy w życiu nie wiesz w czym
Znaleźć wartość, to przyjdź
Odkryj życie, poznaj prawdę o tym(…)”

sobota, 2 lutego 2013

Możesz mówić, że Go nie ma, ale w Twoich smut­nych oczach jest.




Jest beznadziejnie.
Co prawda pójście z Nim nową, nieodkrytą ścieżką moich możliwości nie wyszło. Nawet się nie starałam. Przekreśliłam to wszystko, zanim jeszcze zaczęłam się zastanawiać jak się za to zabrać.
Stwierdziłam, że to bez sensu. Odsunęłam się znowu. Przez dwa dni z Nim nie rozmawiałam. Słyszałam, jak puka i czeka aż mu otworzę, ale olałam Go.
Dzisiaj było podobnie. Siedziałam sobie w pokoju z ciepłą herbatką w dłoniach i pisałam ze znajomymi na Facebooku. Wyjrzałam przez okno. Zaśnieżone pola i lasy oblane czerwienią zachodzącego słońca wyglądały prześlicznie. Nagle ujrzałam postać, która przedzierała się przez zaspy, zmierzając w kierunku mojego domu. Chociaż nie widziałam twarzy, byłam pewna, że to On. Szybko opuściłam firankę i schyliłam się – przestraszyłam się, że mógłby mnie zobaczyć i pomyśleć, że chciałabym aby tu przyszedł. Siedziałam wystraszona i miałam nadzieję, że wreszcie zostawi mnie w spokoju. Usłyszałam Go. Przed wejściem na werandę otrzepywał buty ze śniegu. Charakterystycznie trzy razy zastukał w drzwi. Osłupiałam. Chciałam iść mu otworzyć, ale coś w głębi mnie nie pozwalało mi na to. Udałam, że nie słyszę. Poszłam poczytać książkę, nadal siedziałam na Facebooku. Myślałam, że sobie poszedł ale po chwili usłyszałam ponowne pukanie. Szłam w kierunku drzwi, pomyślałam, że nie mogę pozwolić aby zamarzł na mrozie, poza tym było już ciemno a na dworze wiał silny wiatr. Dotknęłam klucza od drzwi i wypuściłam go z rąk tak szybko, jakby co najmniej parzył moje dłonie. Nie, nie mogę tego zrobić – pomyślałam i usiadłam w pokoju. Patrzyłam na moją siostrę, która leżała w wózku i myślałam o Nim. Stał tam i czekał, aż mu otworzę. Wierzył we mnie. Przypomniało mi się jak mówił do mnie, żebym miała cierpliwość i radowała się nawet wtedy kiedy będzie ciężko. Siedziałam i myślałam. Zapukał trzeci raz. Jakaś cząstka mnie definitywnie powtarzała mi, żebym zostawiła Go. Słyszałam jak „to coś” mówi do mnie, że kiedy Go zostawię to może się ode mnie odwali. Tak bardzo tego chciałam. Ale wbrew sobie poszłam i otworzyłam Mu. Zaprosiłam Go do środka. Tak jak zwykle był uśmiechnięty a w Jego oczach mogłam dostrzec iskierki miłości. Uśmiechnęłam się na Jego widok, ale zaraz potem spoważniałam. Otworzył szeroko ramiona. Stałam tak i patrzyłam się, doskonale wiedziałam, że chciał mnie przytulić ale nie… nie tym razem. Odsunęłam się od Niego. Opuścił ręce i posmutniał. Zrobiło mi się przykro, ale głos mówił mi, żebym trzymała Go na dystans. Poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy tak jak zawsze, naprzeciwko siebie. Patrzyłam na Niego i milczałam. Zaczęłam z Nim rozmawiać, ale tak jak bym Go w ogóle nie znała. Nie jestem nawet sobie w stanie przypomnieć o czym rozmawialiśmy, a przecież było to tak niedawno. Zapragnęłam aby już sobie poszedł i dał mi spokój. Ku mojemu zdziwieniu, jakby czytał w moich myślach, zerwał się nagle z krzesła i z uśmiechem pożegnał . Przytuliłam Go, a On wtedy szepnął mi do ucha :  „Mam nadzieję, że przyjdziesz jutro mnie odwiedzić ! Tak dawno nie byłaś u mnie w domu, Tata bardzo chciałby żebyś z Nim porozmawiała”. Uśmiechnęłam się, przecież i tak nie pójdę – pomyślałam. Zamknęłam za Nim drzwi i spojrzałam przez okno. Pomimo mroku, który panował widziałam jak się oddala. Zawsze po rozmowach z Nim, czułam spokój, radość, niepokój i złość mijały. Teraz było inaczej. Zaczęłam czytać książkę i poczułam nagłą ochotę zrobienia czegoś złego, czegoś z czym sobie nie umiem poradzić i tylko On mi pomaga. Z zamkniętymi oczami leżałam na łóżku i starałam się o tym nie myśleć. Nie pomagało. Do głowy wpadł mi pomysł, żeby Go zawołać – byłam pewna, że by mi nie odmówił ale stwierdziłam, że poradzę sobie sama. Mimo woli zaczęłam wyobrażać sobie Jego dom. Kolumny wewnątrz pomieszczeń, obrazy na ścianach, pięknie zdobione duże okna i Jego Tata, którego traktowałam jak własnego Ojca. Oczywiście mam własnego Ojca ale z Jego Tatą rozmawiało  się inaczej. Wydawało mi się, że mnie rozumie i z jakim problemem bym nie przyszła, jest w stanie pomóc mi go rozwiązać. Tęskniłam za tym. Tak dawno tam nie byłam, miałam tyle pytań i wątpliwości a jednak ciągle się wahałam. W pewnej chwili przypomniało mi się czternaście obrazków, które wiszą na jednej ze ścian. Każdy przedstawiał co innego, ale wszystkie razem tworzyły jedną całość, kiedyś gdy byłam mała zapytałam Go co to jest. Uśmiechnął się i powiedział mi :
-  To moje zdjęcia.
Przeraziłam się, niektóre z tych obrazów przedstawiały bicie czy upadki. Wszystkie były smutne.
- Dlaczego zrobiłeś sobie takie smutne zdjęcia ?
- Dla Ciebie.
- Dla mnie? Nie mogłeś zrobić sobie ich nad morzem czy w górach ?
- One nie są smutne. To moja droga, którą przeszedłem dla Ciebie, abyś mogła kiedyś spotkać się ze mną w moim pałacu.
- W jakim pałacu ?
- Mam taki piękny dom, daleko, ale żebyś mogła tam dojść musiałem przejść tą drogę. Zrobiłem to dla Ciebie.
Zamilkłam. Nie rozumiałam Go wtedy. Zaczęłam płakać. Dzisiaj leżąc na łóżku i przypominając sobie tą rozmowę także płakałam. Było mi tak bardzo smutno, że znowu Go odrzuciłam, a przecież On tak bardzo mnie kocha. Nie wiem czemu tak postępuję, nie wiem dlaczego ciągle Go zawodzę.  Nie chcę tego a jednak… . Wiesz On jest pełen miłości. Kocha nas. Bał się a jednak nie wymawiał się, nie sprzeciwiał, nie rozpaczał. Opuszczony nawet przez najbliższych rozpoczął ciężką, okrutną, ale i zwycięską drogę. Bili Go, popychali lecz On powstawał. Z wysiłkiem z bólem, ale powstawał i szedł dalej. Wygrał to … Dla mnie. Dla Ciebie. Pamiętaj o tym !

"
Trzymaj mnie mocno dziś,

Zawsze chcę przy Tobie być"